niedziela, 14 sierpnia 2016

Nie szufladkuj! "W jednej osobie" John Irving




Tytuł: W jednej osobie
Autor: John Irving
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 528

       Dopóki nie przeczytałam tej książki, myślałam że Irving to bardzo religijny pisarz. Dlaczego? Bo czytałam tylko "Modlitwę za Owena" tego autora. O, jak ja się myliłam! I dowiedziałam się (z okładki), że Irving napisał "Świat według Garpa". A ja kocham ten film! Będę czytać na pewno, jak tylko dorwę.

       "W jednej osobie" to książka o pisarzu biseksualiście żyjącym w Ameryce, w czasach plagi AIDS. Bardzo dobrze pokazuje zmiany nastawienia społeczeństwa do środowiska LGBT (i K). Porusza temat normalności. Kolejne już źródło niby oczywistej, a jednak nie dla wszystkich, mądrości - nie szufladkuj, dopóki nie poznasz.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Książkolino czyli szybko o książkach - Dawca; BFG; Bardziej przyjaciel niż lokator






         Ostatnio czytałam same "szybkie" lektury. Takie na parę godzin każda. Dwie okazały się bardzo ciekawe, trzecia trochę mniej. Nie ma co się rozwodzić i pisać wielkich recenzji. Zostanę przy paru zdaniach na temat każdej. 
       Postaram się, żeby takie "książkolino" pojawiało się w miarę regularnie na blogu, bo jest masa książek, które czytam "na raz".




        Dawca to taki "1984" albo "Nowy wspaniały świat", tylko dla młodzieży. Świat wyprany z uczuć (i wielu innych spraw, doczytajcie bo nie chcę psuć tego napięcia podczas dowiadywania się) i ujednolicony. I w tym wszystkim jedna osoba, która pamięta o każdym uczuciu od zarania dziejów. 
      Sama fabuła niezbyt nowatorska, ale książka przyjemna. Szczególnie dla tych, którzy lubią czytać o przyszłościowej wersji świata z "Wielkim Bratem". Trochę mi brakowało rozwinięcia wątku Dawcy. Zdecydowanie za szybko się kończy.



       BFG. Mogę być stronnicza, bo książki Roalda Dahla uwielbiam, ale wg mnie Bardzo Fajny Gigant jest bardzo fajny. Może nie czytałabym go mniejszym dzieciom, bo trochę drastyczne są opisy olbrzymów pożerających ludzkie ziemiaki (tak, ziemiaki bez n :D). Ale sama historyjka przyjemna, lekko zwariowana i wesoła. A język, którym mówi BFG rozczulająco i trafnie śmieszny. Uwielbiam takie językowe zabawy i twory (brawa dla tłumacza, wg mnie poradził sobie świetnie). Uśmiałam się i polecam.



        Ostatnia, najsłabsza. "Bardziej przyjaciel niż lokator" to trzy opowiadania. Trochę nieaktualne, przyciężkawy język. Najbardziej podobało mi się środkowe ("Marmolada z malin") o chłopcu, który szuka siebie odwiedzając dwie lekko stuknięte starsze kobiety.