piątek, 6 maja 2016

Książka. "Podróż na sto stóp" R. C. Morais

Zaskoczyła mnie. Ale niestety nie pozytywnie. Po okładce (filmowa) i opisach myślałam, że będzie to jedna z tych książek, gdzie na początku wszystko idzie jak po grudzie (hinduska kuchnia we Francji), żeby potem główna hetera psująca szyki się nawróciła i pomogła stworzyć romantyczny, wyciskający łzy happy end. Wyszło by typowo, hollywoodzko i w sam raz dla tych czytelników którzy gustują w "powieściach dla pani domu", jak ja je nazywam.

Do połowy tak było. I niezbyt mi się podobało już wtedy, bo bohaterowie byli za słabo zarysowani. Nie ciekawiło mnie co się z nimi stanie bo jedyne cechy charakterystyczne każdego z nich, były do bólu sztampowe, a wydarzenia przewidywalne.
Przy okazji, opisy potraw przyciezkie i niezbyt apetyczne jak dla mnie.

Po połowie książki dzieje się coś dziwnego. Są próby opisania historii restauracjii we Francji (strajk dot. podatku vat, kuchnia molekularna). Są też próby zarysowania nowych wątków, przyjaźni głównego bohatera i rozwoju wewnętrznego jego samego.
Ale to wszystko jakieś takie...płaskie i bez polotu. Przeczytałam tą książkę parę godzin temu, a już zapomniałam imienia głównego bohatera (pamiętam madame Mallory i tu był potencjał).
Mam wrażenie, że autor chciał połączyć hollywoodzką historię z czymś ambitniejszym. Wg mnie nie wyszło ani jedno, ani drugie.

Półki: szkoda czasu, może film jest lepszy (choć typowy na pewno)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz