poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Solaris" S. Lem

- Hej, o czym porozmawiamy dziś wieczorem?
- Jak to o czym, o książce!
- Dobra, dobra. Co na dziś?
- Solaris, Lema. Dobra, taka bogata.
- Bogata? Też czytałem Solaris, chodzi o język?
- Dokładnie. Z tej książki można się nauczyć bardzo obrazowo mówić. Ogólnie mówić, bo prawdę powiedziawszy w dzisiejszych czasach język robi się coraz bardziej ubogi. Dlatego lubię takie soczyste książki, pełno w nich określeń, przypominam sobie wtedy jaki nasz język jest ciekawy i że można pisać/mówić nie używając ciągle tych samych określeń.
- W sumie racja, choć ja nie zwróciłem na to aż takiej uwagi. Mnie ujęło to, że mimo tego bogatego języka, jest napisana bardzo "po ludzku", czyli tak jak naprawdę się rozmawia. Bez pompy, nadęcia i emfazy.
- Fakt. Jest bardzo realistyczna w dialogach.
- A sama treść? Jak Ci się podobała?
- Nooo, kawał dobrej książki. Pokazuje, że nie trzeba pisać wielkiego tomiszcza, żeby książka była rozpoznawana i uznawana na całym świecie. Choć mi brakowało obrazków
- Haha, wiem dlaczego! Bo ty nie masz wyobraźni przestrzennej i nie potrafiłaś sobie zwizualizować tych tworów powstających na Solaris!
- Znasz mnie. Typowa kobieta ze mnie w tym temacie. Nijak nie rozumiałam jak to może wyglądać. Muszę film zobaczyć. Ale opisów nie mijałam, bo sam rytm i piękne zdania mnie urzekały.
     Choć z drugiej strony tak właśnie miało być. Cała książka przecież jest m.in o tym, że na planecie Solaris nic nie jest ludzkie. Bo Solaris to planeta - organizm. Jakoś myśli i działa, ale tylko w sobie znany sposób. Dlatego te twory były niepodobne do niczego, co istnieje na Ziemi. I dlatego aż tyle badaczy zajmowało się tworzeniem solarystyki, czyli wiedzy o planecie. Świetnie to wyszło Lemowi. Takie oddzielenie się od myślenia ludzkiego.
- Zgoda. Plus dla Lema też za to, że nie objaśnia książki. Pisze o solarystyce, o tym co wiadomo o planecie, przedstawia nam to, co widać z zewnątrz i co zbadano. Ale resztę musisz sobie sama dopowiedzieć.
- Mogę próbować. Bo wyjaśnić się nie uda. To w posłowiu zresztą było. Że człowiek nie będzie myślał jak "nie człowiek", jak inna planeta. Dlatego ta cała solarystyka, badania i tak dalej są syzyfową pracą. Bo myślisz jak człowiek i już. Tego nie ominiesz. Ale człowiek taki już jest. Spotyka nieznane i chce to zagrabić, poznać, opisać, wtłoczyć w książki i mieć "odfajkowane". Trochę to tragiczne, to pokazanie, że próbują i próbują i nic im z tego nie wychodzi. Ale baaardzo prawdziwe.
- No tak, niektóre rzeczy trzeba przyjąć. Ok. To jeszcze o historii miłosnej powiedz.
- Jest. Hm, nawet nie wiem co napisać. Smutna, dobra? Szczerze powiedziawszy bardziej  mi się podobał wątek samej "myślącej" planety. I tworzenie przez nią tworów (gości), które odzwierciedlają nasze ukryte słabości, lęki i tak dalej. Straszne to, bałabym się polecieć na taką planetę. Ciekawe kim byłby mój "gość"...
- Ciekawe...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz