- Pamiętam. Masz chwilę?
- Tak, dawaj. Wiem, że to o facecie, który uciekł z więzienia do Indii. I, że na faktach oparte
- Tak. Trafił do więzienia za napady, za pierwszym razem. Za drugim za przemyt. W obu przypadkach uciekł, z tym że za drugim razem wrócił, żeby "odsiedzieć swoje"
- Aha. I książka jest o pobycie w Indiach?
- Mniej więcej bo jest jeszcze Afganistan i inne miejsca. Ale głównie Indie, a konkretnie Bombaj. W zasadzie to nie wiem od czego zacząć opisywanie tej książki. Strasznie dużo o niej chcę powiedzieć.
- Taka dobra?
- Właśnie nie. Myślałam, że taka będzie, szczególnie po recenzjach na okładce. Że czytelniczy święty Graal. Że zadośćuczynienie za wszystkie słabe książki. Że wszystkim znajomym kupują, bo taka dobra. O, ja naiwna! Oszukali mnie!
- Takie oszustwa są teraz na porządku dziennym.
- Wiem, i tym bardziej sobie pluję w brodę. Ale wracając do tematu. Mogę powiedzieć parę dobrych rzeczy o Shantaram.
- ma ładną okładkę
- klimat Indii jest dość dobrze przedstawiony. Nie żebym była, ale opisy pobudzają wyobraźnię i oddają klimat z jednej strony niebezpieczny, a z drugiej kolorowy, bogaty kulturowo, głośny.
- Prabaker. Polubiłam go bardzo. Płakałam i płakałam ze śmiechu czytając o nim. Tendencyjna postać, ale mnie urzekła.
- film na podstawie tej książki byłby hitem. Taki hollywoodzki, z wartką akcją, wojnami gangów, historiami miłosnymi, wojną w Afganistanie, filozofią, biedą i bogactwem, i tak dalej. I główny bohater byłby połączeniem Bonda z Coelho, macho z wrażliwą duszą. Tłumy by na to poszły. Ja nie, ale tłumy by poszły.
- Dobra, to teraz dawaj to, co Ci się nie spodobało.
- Przede wszystkim, to do połowy nie było najgorzej. Taka sielanka trochę, bardziej obyczajowa. Nie głęboka ale leciały mi te strony. Druga połowa to już upychanie akcji, ciągle coś się działo, ale chyba dla samego "dziania się" bo ideologia bardzo naciągana jak dla mnie. I przede wszystkim...Karla. Boszsz, ta postać jest okropna. Nie ma takich ludzi. A jak są, to nikt ich nie lubi. A tutaj wielka miłość.
- A co z nią nie tak?
- To jest kobieta (piękna, mądra i powabna, wiadomo), która jeśli coś mówi, to cytatem. Prawie każde jej stwierdzenie to mądrość życiowa albo jakaś niesłychanie celna uwaga. I wszyscy, dosłownie wszyscy, ją za to cenią. Nikogo nie irytuje, ani nie śmieszy babka, która na każde pytanie sypie pseudofilozofią. Ja rozumiem, inteligentna kobieta, umie logicznie myśleć. Ale ileż można? Już abstrahując od tego, że jej mądrości są dosyć płytkie, to autentyczności w tej postaci nie ma za grosz.
- Ona jest główną bohaterką tak?
- Tak, zaraz obok Lina/Shantarama/jeszcze kilka innych imion. On też mnie drażnił. Choć trzeba przyznać, że przynajmniej Roberts był konsekwentny. Love story między podobnymi postaciami. Bo Lin też jest filozofem. Wydaje mu się że ma bardzo głębokie spostrzeżenia. I jest bardzo sprawny fizycznie. I inteligentny. I wrażliwy. I przebiegły. I wytrzymały. I wkurzający z tym wszystkim
- Mhm, to ile byś dała w skali 1-10?
- Na razie 6. Zobaczymy jak wypadnie przy drugiej części Cień Góry
- Czytasz? Ale nie podobało Ci się Shantaram, więc po co?
- Takie skrzywienie. Jak przeczytam pierwszą cześć, muszę skończyć serię. Przez to musiałam przeczytać całego Greya i Zmierzch
- Ups. To czekam na Cień Góry i porównanie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz