niedziela, 14 sierpnia 2016

Nie szufladkuj! "W jednej osobie" John Irving




Tytuł: W jednej osobie
Autor: John Irving
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 528

       Dopóki nie przeczytałam tej książki, myślałam że Irving to bardzo religijny pisarz. Dlaczego? Bo czytałam tylko "Modlitwę za Owena" tego autora. O, jak ja się myliłam! I dowiedziałam się (z okładki), że Irving napisał "Świat według Garpa". A ja kocham ten film! Będę czytać na pewno, jak tylko dorwę.

       "W jednej osobie" to książka o pisarzu biseksualiście żyjącym w Ameryce, w czasach plagi AIDS. Bardzo dobrze pokazuje zmiany nastawienia społeczeństwa do środowiska LGBT (i K). Porusza temat normalności. Kolejne już źródło niby oczywistej, a jednak nie dla wszystkich, mądrości - nie szufladkuj, dopóki nie poznasz.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Książkolino czyli szybko o książkach - Dawca; BFG; Bardziej przyjaciel niż lokator






         Ostatnio czytałam same "szybkie" lektury. Takie na parę godzin każda. Dwie okazały się bardzo ciekawe, trzecia trochę mniej. Nie ma co się rozwodzić i pisać wielkich recenzji. Zostanę przy paru zdaniach na temat każdej. 
       Postaram się, żeby takie "książkolino" pojawiało się w miarę regularnie na blogu, bo jest masa książek, które czytam "na raz".




        Dawca to taki "1984" albo "Nowy wspaniały świat", tylko dla młodzieży. Świat wyprany z uczuć (i wielu innych spraw, doczytajcie bo nie chcę psuć tego napięcia podczas dowiadywania się) i ujednolicony. I w tym wszystkim jedna osoba, która pamięta o każdym uczuciu od zarania dziejów. 
      Sama fabuła niezbyt nowatorska, ale książka przyjemna. Szczególnie dla tych, którzy lubią czytać o przyszłościowej wersji świata z "Wielkim Bratem". Trochę mi brakowało rozwinięcia wątku Dawcy. Zdecydowanie za szybko się kończy.



       BFG. Mogę być stronnicza, bo książki Roalda Dahla uwielbiam, ale wg mnie Bardzo Fajny Gigant jest bardzo fajny. Może nie czytałabym go mniejszym dzieciom, bo trochę drastyczne są opisy olbrzymów pożerających ludzkie ziemiaki (tak, ziemiaki bez n :D). Ale sama historyjka przyjemna, lekko zwariowana i wesoła. A język, którym mówi BFG rozczulająco i trafnie śmieszny. Uwielbiam takie językowe zabawy i twory (brawa dla tłumacza, wg mnie poradził sobie świetnie). Uśmiałam się i polecam.



        Ostatnia, najsłabsza. "Bardziej przyjaciel niż lokator" to trzy opowiadania. Trochę nieaktualne, przyciężkawy język. Najbardziej podobało mi się środkowe ("Marmolada z malin") o chłopcu, który szuka siebie odwiedzając dwie lekko stuknięte starsze kobiety.






niedziela, 31 lipca 2016

On wrócił. Timur Vermes




Tytuł: On wrócił
Autor: Timur Vermes
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2014
Stron: 400


       Trochę mnie przeraziła ta książka. I to nie samym faktem, że Hitler powrócił do Berlina w 2011 roku. Tylko też tym, że z kilkoma jego obserwacjami się zgadzałam. Ba! Śmiałam się razem z nim parokrotnie.

piątek, 29 lipca 2016

Simona. Opowieść o niezwykłym życiu Simony Kossak




Tytuł: Simona. Opowieść o niezwykłym życiu Simony Kossak
Autor: Anna Kamińska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2015
Stron: 336
Inne: biografia

       Tak, Simona Kossak z tych Kossaków. W pigułce? Miała być czwartym Kossakiem, synem. Rodzina się rozczarowała, kiedy okazało się, że jest dziewczynką. Jej zaś to rozczarowanie (plus kindersztuba i ogólny brak miłości rodzicielskiej)"siadło" na psychikę. Wyjechała na ponad 30 lat do drewnianej chatki w Puszczy Białowieskiej.
       Zasłużyła na miano "czwartego Kossaka" ale w inny sposób niż trzej pozostali. Zdobyła tytuł profesora, pisała książki, prowadziła gawędy w radiu - kochała zwierzęta. Bardziej niż ludzi. Ludzi traktowała różnie. Jeśli ją znałeś i rozumiałeś - było super. Jeśli się z nią w czymś nie zgadzałeś - było...różnie.
       Kolejny raz przekonałam się, że wielcy ludzie (bo nie można odmówić Simonie Kossak wielkości) są specyficzni. Nie wszyscy ich lubią. Ba, jestem prawie pewna, że nie cierpiałabym Simony. Jednak to byłoby na zasadzie "nie lubię jej bo jest dziwna. Wiele osiągnęła, więc trochę jej zazdroszczę, może to z tego powodu. Chociaż nie, nie lubię jej za to, że jest zarozumiała, często nie słucha, tylko mówi o sobie. I okropnie przeklina! Choć z drugiej strony masa znajomych mówi, że jest kochaną kobietą. Sama nie wiem. Jedno jest pewne! Robi świetną robotę ze zwierzętami! Praca to dla niej świętość"
       Mniej więcej to myślę o Simonie jako o człowieku. Podziwiam, ale nie rozumiem do końca. Choć mimo tego, że ja bym jej nie lubiła - chciałabym być tak pewna siebie jak ona. To też cecha wielkich umysłów - nie przejmować się ocenami innych, tylko robić to, co się uważa za słuszne. Wielu osób (mnie) tego brakuje. Wiele osób robi tak, mimo że ich poczucie słuszności jest (delikatnie mówiąc) naciągane. Tak czy siak, pewność siebie się przydaje.
       Na osobny wpis zasługiwałoby życie rodzinne Simony. Jej prawie pozbawione pełnej akceptacji i miłości dzieciństwo, relacje z otoczeniem i z partnerem Lechem Wilczkiem. Ale nie o to chodziło w książce.
       Autorka chciała pokazać jaka naprawdę była Simona. Bez upiększeń, bez dramatyzowania, bez oceniania. I jej się udało. Książka napisana pięknie, zrozumiale, przejrzyście. A jednak nie są to tylko "suche fakty". Przez to, w jaki sposób autorka opisała Simonę, powoli ją poznajemy i sami wyrabiamy o niej opinię.  Jesteśmy z nią na każdym etapie życia i przeżywamy razem wzloty i upadki. Pani Kamińska dała przykład, jak pisać biografię nie sugerując czytelnikowi, co ma myśleć o bohaterze.


wtorek, 26 lipca 2016

"Nie potrafię tak dobrze mówić, żeby mnie nie można było zrozumieć."




Tytuł: Opactwo Northanger
Autor: Jane Austen
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2014
Stron: 240
Inne: seria Angielski Ogród

       Kupiłam tę książkę w Biedronce. Lubię tam kupować książki, bo mają całkiem niezły wybór i dobre ceny. Przy Opactwie... skusiła mnie cena, autorka (bo lubię powieści Jane Austen) i okładka. Piękna, prawda? Bardzo pasuje do czasu trwania powieści - Anglia, świeże kwiaty, piękne suknie, kariolki, powozy, bale. Choć jeśli chodzi o treść, to bardziej na okładkę pasowałaby twarz kobiety z przymrużonym okiem.
       Jest satyrą na powieści gotyckie. To znajdziecie w każdej recenzji. W praktyce oznacza to, że

piątek, 22 lipca 2016

Przerwana lekcja muzyki - Susanna Kaysen



Tytuł: Przerwana lekcja muzyki
Autor: Susanna Kaysen
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2016 
Stron: 224
Inne: inne wydania 1994, 1996

       Nie da się o niej pisać długo. Każdy kojarzy film. Fantastyczny film z niezapomnianymi rolami Angeliny Jolie, Winony Ryder czy Whoopi Goldberg. 

       Susanna Kaysen spędziła 2 lata w szpitalu psychiatrycznym a do napisania książki skłoniła ją lektura dokumentacji medycznej. Sam opis powstawania książki i to, że na jej podstawie nakręcono świetny film zachęca do sięgnięcia po nią. 

środa, 20 lipca 2016

Krótkie i piękne - Khoa Le

 

       Dziś o mojej ulubionej ostatnio serii. To 6 książek dla dzieci, które napisała i zilustrowała pani Khoa Le. Nie widać tego na zdjęciach, ale wszystkie mają okładki 3D. Tworzy to bardzo ciekawy efekt, nie kiczowaty. Każda okładka przy poruszaniu nią w lewo i prawo się rusza :) Są dużego formatu - takie "kwadratowe A4". 

Ta rączka to Piotruś :) On też lubi te książeczki
       Książki są piękne. To ich najważniejsza cecha. Treść też mają bardzo baśniową i klimatyczną. Tekstu jest niewiele, więc nie nudzi, a język jest miły dla ucha. Mają po ok. 28-30 stron. 
Każdy tom poświęcony jest innemu tematowi. I tak:

wtorek, 19 lipca 2016

800 stron o "złotych myślach" - "Cień Góry"



Tytuł: Cień Góry
Autor: Gregory David Roberts
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2016
Stron: 800
Inne: Druga część Shantaram (pisałam o nim tutaj)


       Po przeczytaniu tej książki zmieniłam opinię o Shantaram. Na lepsze. Bo Shantaram nie było jakimś wielkim dziełem, ale miało równowagę. Była i akcja, i "filozofowanie", i zabawne momenty, i przekrój przez różnorodne postacie, i klimat Indii, i wojna, i pokój, i miłość. Jeśli coś zaczynało mnie nudzić, miałam pewność, że za parę stron będzie jakiś lekki i przyjemny tekst. 
       W Cieniu Góry nie ma równowagi. Jest ciągle o Karli i Linie (Shantaramie), czyli o dwóch postaciach, które mnie najbardziej irytowały już w pierwszej części. Jest Karla, jest Lin i są mądrości życiowe. Naprawdę ciężko się to czytało. Gdyby jeszcze te mądrości były jakieś nowatorskie, to byłoby jakoś ciekawiej. Ale to takie typowe slogany ubrane w ozdobny język. Ten język mnie bardzo śmieszył. Na końcu każdego rozdziału śmiałam się najbardziej, bo tam pojawiały się stwierdzenia typu:

"I tak razem czekaliśmy podczas tej nocy czuwania, aż szkarłatny świt obudził nową tułaczkę i pomógł jej dotrzeć na brzeg."

albo

"Rozgrzeszyłem się z tych grzechów. Ale wody zostały zmącone, a twarz, którą zawsze przydawałem swoim czynom była niewyraźna, coraz mniej widoczna."

I to są przypadkowe sformułowania. Bywały dużo bardziej rozwinięte. I nie chodzi o to, że nie lubię ozdobnego języka ani życiowych mott, i tym podobnych. Jeśli są dobre, użyte w odpowiednim kontekście i nie jest ich zbyt dużo to je bardzo lubię. Ale w Cieniu Góry mi przeszkadzały bardzo. Bo były, jak dla mnie, płytkie. Takie to wszystko naciągane było. Nie przemawia do mnie ta książka.
       Poza tym brakuje akcji. Coś się niby dzieje, ale faktyczna akcja rozgrywa się gdzieś obok, wiemy o niej z relacji innych bohaterów. I są błędy. Jest opisana jedna scena, w której kobieta pyta Lina czy śpi. Ten odpowiada "nie". Kilkukrotnie się pyta i on za każdym razem mówi "nie", na co ona mówi "skoro śpisz to dlaczego odpowiadasz?". Może się czepiam, ale nie spodobało mi się to. 
       Ma ładną okładkę. Naprawdę nie jestem w stanie wymyślić innych zalet tej książki. To nie moja bajka.

niedziela, 17 lipca 2016

Kwik kwik, Tru tu tu i Wrrrr, czyli OnoMaTo



          Mamy na pewno znają "Księgę dźwięków". Myślałam o jej kupieniu, ale na szczęście w porę natrafiłam na OnoMaTo.

sobota, 16 lipca 2016

Książka dla dzieci. Oto jest Kraków!

   


          Jako urodzony w Krakowie, Piotruś musiał mieć książkę o tym mieście :) Trafiłam na nią w księgarni "czytanie" (lubię tą sieć księgarni, zawsze coś fajnego wypatrzę. I mają dobre ceny jak na księgarnię stacjonarną). Kosztowała jakieś 15 - 20 zł (cena sugerowana na okładce to 39,99 zł).
            Scenariusz napisał Artur Wabik i XULM. Ilustracje wykonał XULM. Zachęcam do obejrzenia jego prac w sieci, są bardzo kolorowe i klimatyczne.

         Bardzo mi się podoba ta książka. Jest jak podróż w czasie. Na każdej stronie śledziłam przygody i wydarzenia z życia Krakowa. Oglądałam wprowadzanie chrześcijaństwa i ścinanie świętych drzew. Widziałam panikę ludzi przed najazdami tatarskimi. Obserwowałam jak Królowa Bona sadzi marchew, pomidory, kapustę, sałatę i kalafiory.

wtorek, 12 lipca 2016

Książeczki dla dzieci. Seria Akademia Mądrego Dziecka


Mój Piotruś ma pokaźną biblioteczkę (co się dziwić - po mamie kocha książki). Zacznę Wam ją pokazywać, po kawałku. Na pierwszy ogień pójdą ładne książeczki z tekstami pana Zbigniewa Dmitrocy. Seria nazywa się Akademia Mądrego Dziecka.

Lubię ją za parę rzeczy. Głównie za twarde strony, bo Piotrek ma 11 miesięcy i lubi sprawdzać wytrzymałość papieru :)

Poza tym ma bardzo czytelne, przyjemne ilustracje. Co do wierszyków to jest różnie, głowy nie urywają, to raczej szybkie łatwe rymy.

Największy ich plus to jednak nie rysunki czy tekst.

niedziela, 10 lipca 2016

"bardzo podejrzany rynek. pełen fałszu, obłudy, kłamstwa i szacunku dla pozorów"






"w młodości zaś, jak sama mówiła, słynęła z urody. (jak wszyscy wiemy, wszystkie stare baby były w swoim czasie pięknościami)."

To, i cytat z tytułu pochodzą z Targowiska próżności W. M. Thackeraya. 
Nie jestem wielkim fanem książek z przed XXI wieku. Lubię, ale bez fanatyzmu. Ale ta mnie urzekła. Jest lekka i bardzo zabawna. A przy tym bardzo życiowa. Bez napuszenia, bez ściemy. Gdyby zamienić bryczki i landary na auta; suknie i surduty na zwykłe ciuchy i dodać współczesne rozrywki, spokojnie byłaby bestsellerem opisującym nasze realia. Co jest troszkę smutne, bo pokazuje. że pogoń za przepychem/posiadaniem i uznaniem jest nadal tak samo intensywna. 

Kilka suchych informacji:
- akcja dzieje się w XIX wieku, Anglia, Belgia, Niemcy (angielskie społeczeństwo)
- 2 tomy, w sumie 896 stron
- Jest na liście 100 książek polecanych przez BBC

Jeśli chodzi o postacie to jest przede wszystkim (mimo, że podtytuł książki sugeruje, że nie ma głównego bohatera) wredna, samolubna Becky, której zależy tylko na forsie i tytułach. Jest obżartuch Jos. Jest zarozumialec Rawdon. Jest egoista George.

czwartek, 7 lipca 2016

Piękna okładka, a w środku...Shantaram

- Hej, pamiętasz jak mi obiecywałaś, że opowiesz o Shantaram?
- Pamiętam. Masz chwilę?
- Tak, dawaj. Wiem, że to o facecie, który uciekł z więzienia do Indii. I, że na faktach oparte
- Tak. Trafił do więzienia za napady, za pierwszym razem. Za drugim za przemyt. W obu przypadkach uciekł, z tym że za drugim razem wrócił, żeby "odsiedzieć swoje"
- Aha. I książka jest o pobycie w Indiach?
- Mniej więcej bo jest jeszcze Afganistan i inne miejsca. Ale głównie Indie, a konkretnie Bombaj. W zasadzie to nie wiem od czego zacząć opisywanie tej książki. Strasznie dużo o niej chcę powiedzieć.
- Taka dobra?
- Właśnie nie. Myślałam, że taka będzie, szczególnie po recenzjach na okładce. Że czytelniczy święty Graal. Że zadośćuczynienie za wszystkie słabe książki. Że wszystkim znajomym kupują, bo taka dobra. O, ja naiwna! Oszukali mnie!

sobota, 2 lipca 2016

Psiryj, ścierwo wojny i Zatopione Miasta




- Hej, co dziś mi opowiesz?
- A, takie jedno zaskoczenie. Dostałam tę książkę przypadkiem. Myślałam, że (delikatnie mówiąc) mnie nie zachwyci. Ale już po paru rozdziałach zmieniłam zdanie. Czyli powiem ci o Zatopionych miastach
- Jaki to gatunek?
- Fantastyka, science-fiction. Już ci nakreślam zarys fabuły. Przyszłość, zaawansowana wojna. Wojna to główny temat, zaraz obok przyjaźni i lojalności tak w ogóle. Mamy Mahlię, główną bohaterkę, uciekinierkę bez prawej ręki, jej przyjaciela Mouse'a i genetycznie modyfikowanego psiryja - Toola, który jest połączeniem człowieka, psa, tygrysa, hieny i kilku innych gatunków. Taka maszyna wojenna.
- I oni walczą przeciwko niemu?
- Właśnie nie. Nie chcę zdradzać fabuły. Ale bardzo warto przeczytać. W ogóle to rzadko się zdarza, żebym się zgadzała z opiniami na okładce. A tutaj podpisuję się rękami i nogami.
W zasadzie nie będę się bezcelowo produkować, słuchaj. Wg "Los Angeles Times"

"Suzanne Collins swoimi Igrzyskami śmierci mogła wprowadzić czarne wizje przyszłości do literatury młodzieżowej, ale to Bacigalupi jest mistrzem w tej dziedzinie"

A Tomasz Majewski: "Pełnokrwista, postapokaliptyczna opowieść science-fiction, taka jaką lubię: brudna od juchy, wciągająca i pełna gorzkiej refleksji nad naszą przyszłością."

"Zawrotne tempo akcji i piękny język" od "Publishers Weekly"

- Czyli kawał fajnego postapo?
- Zdecydowanie. I nie głupiego, bo ma naprawdę bogaty, piękny język, a autor bez nadęcia pisze o przyjaźni, wyborach i o tej wojnie.
- Przekonałaś mnie.


piątek, 1 lipca 2016

Bzzzz, Bzzzz, ..., ....,


- Hej, skończyłam Historię pszczół, chcesz posłuchać?
- No pewnie! Pamiętam jak dwa dni temu mówiłaś, że zaczynasz czytać bo tak wiele znajomych Ci mówiło, że świetna
- I mieli rację! Bałam się zaczynać, bo wiedziałam że się skończy. I skończyła się za szybko...Pamiętasz jaka byłam zachwycona Atlasem chmur Mitchella?
- Pamiętam, mega Cię wciągnęła.
- I z tą było tak samo. Czytając chcesz z jednej strony wiedzieć "co dalej" ale z drugiej widzisz jak mało stron zostało do końca i już czujesz książkowego kaca.
- A tak w ogóle to o czym to jest? Historia pszczół, czyli że o pszczołach głównie?
- Nie głównie. Pszczoły są tłem, bardzo ważnym, ale tłem. To jest o rodzinie. O trzech podejściach do rodzicielstwa.
- A co to za rodziny?

środa, 29 czerwca 2016

Intrygujacy tytuł, zawartość już mniej



- Hej, co tam masz?
- Książkę o ciekawym tytule
- Pokaż. O, faktycznie. "Suszone uszy królika". I jak?
- Dostałam ją w konkursie organizowanym na facebooku. Patrząc na okładkę myślałam, że to jakaś poezja albo mocno psychologiczna treść. Tak naprawdę to takie felietony, nazywane przez autorkę bajkami, ale dużo się nie pomyliłam w pierwszej ocenie.
- Czyli filozofuje?
- I to jak! Co drugie zdanie z tej książki można wrzucić na obrazek górskiego tła i podpisać Paulo Coelho. Bo słuchaj. Otwieram na przypadkowej stronie. I mamy na przykład:

"Niezwykle inteligentna i oczytana bestia czyhająca wewnątrz mężczyzny w połączeniu z powalającym spojrzeniem, to był autorski przepis Ingi na bardzo szybka klęskę"

- Ok, ale co chcesz od tego fragmentu? Poza tym Inga ładne imię
- Imię ładne, fakt. I może od tego konkretnie nic nie chcę. Ale za duuuużo tutaj takich pseudofilozoficznych wynurzeń. Można by nimi obdarować kilka książek. Poza tym postacie rozmawiają ze sobą jakby wszyscy wykładali na uniwersytecie.
- Przesadzasz!
- Oj nie. Siedmiolatka albo pani Alkoholiczka spod sklepu (już na gazie) wypowiadające się pełnymi zdaniami. Złożonymi? Nie uwierzę.
- Czyli mało realistycznie
- Bardzo mało. I żarty drętwe.
- A co dobrego?
- Tytuł. I forma. Bo niektóre rozdziały (te tytułowane jako "odwrócona bajka o...") są pisane do góry nogami. Ciekawe. I ilustracje. Nie piękne, ale coś w sobie mają. I w zasadzie to ta książka nie jest zła. Jest mało ambitna, mimo, że wydaje mi się, że autorka chciała odwrotnie.
Taka lekka bardzo jest. O tematach, który każdy zna i każdy z nas ma te same przemyślenia co Inga.
Banalna, ale nieszkodliwa. Taka na jedno popołudnie bo ma 145 stron
- Czyli dla fanów Coelho i krótkich, lekkich form ok?
- Bardzo ok.

wtorek, 28 czerwca 2016

"Podpalaczka" S. King

- Hej, co dzisiaj?
- King. Podpalaczka
- I jak? Kingowy?
- Nie. Niestety. Nie ma tego klimatu. W zasadzie jest mocno taka sobie.
- Dlaczego?
- No bo słuchaj. To jest o podpalaczce, czyli dziewczynce która ma zdolność podpalania. W książce podpala dwa razy (albo trzy, ale nie liczę kontrolowanych przypadków). I tyle. No więc wiesz.
- Tyle? A to, co Kingowi najlepiej wychodzi, czyli budowanie oryginalnych postaci?
- Tutaj mu nie poszło. Nikogo nie pamiętam. A raczej żadna nie wywoływała u mnie wielkich emocji, takie płytkie te osoby.
- Czyli totalnie zła?
- Nie no, totalnie to nie. Dla fanów Kinga polecam. Zresztą ja sama nią jestem, mimo że zawsze się czepiam prawie każdej jego książki. Ale przeczytam wszystkie.
I jeszcze jak ktoś chce na szybko coś. Zawsze to lepsze niż jakieś romansidło.
- I przy tym zostańmy!


poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Solaris" S. Lem

- Hej, o czym porozmawiamy dziś wieczorem?
- Jak to o czym, o książce!
- Dobra, dobra. Co na dziś?
- Solaris, Lema. Dobra, taka bogata.
- Bogata? Też czytałem Solaris, chodzi o język?
- Dokładnie. Z tej książki można się nauczyć bardzo obrazowo mówić. Ogólnie mówić, bo prawdę powiedziawszy w dzisiejszych czasach język robi się coraz bardziej ubogi. Dlatego lubię takie soczyste książki, pełno w nich określeń, przypominam sobie wtedy jaki nasz język jest ciekawy i że można pisać/mówić nie używając ciągle tych samych określeń.
- W sumie racja, choć ja nie zwróciłem na to aż takiej uwagi. Mnie ujęło to, że mimo tego bogatego języka, jest napisana bardzo "po ludzku", czyli tak jak naprawdę się rozmawia. Bez pompy, nadęcia i emfazy.
- Fakt. Jest bardzo realistyczna w dialogach.
- A sama treść? Jak Ci się podobała?
- Nooo, kawał dobrej książki. Pokazuje, że nie trzeba pisać wielkiego tomiszcza, żeby książka była rozpoznawana i uznawana na całym świecie. Choć mi brakowało obrazków
- Haha, wiem dlaczego! Bo ty nie masz wyobraźni przestrzennej i nie potrafiłaś sobie zwizualizować tych tworów powstających na Solaris!
- Znasz mnie. Typowa kobieta ze mnie w tym temacie. Nijak nie rozumiałam jak to może wyglądać. Muszę film zobaczyć. Ale opisów nie mijałam, bo sam rytm i piękne zdania mnie urzekały.
     Choć z drugiej strony tak właśnie miało być. Cała książka przecież jest m.in o tym, że na planecie Solaris nic nie jest ludzkie. Bo Solaris to planeta - organizm. Jakoś myśli i działa, ale tylko w sobie znany sposób. Dlatego te twory były niepodobne do niczego, co istnieje na Ziemi. I dlatego aż tyle badaczy zajmowało się tworzeniem solarystyki, czyli wiedzy o planecie. Świetnie to wyszło Lemowi. Takie oddzielenie się od myślenia ludzkiego.
- Zgoda. Plus dla Lema też za to, że nie objaśnia książki. Pisze o solarystyce, o tym co wiadomo o planecie, przedstawia nam to, co widać z zewnątrz i co zbadano. Ale resztę musisz sobie sama dopowiedzieć.
- Mogę próbować. Bo wyjaśnić się nie uda. To w posłowiu zresztą było. Że człowiek nie będzie myślał jak "nie człowiek", jak inna planeta. Dlatego ta cała solarystyka, badania i tak dalej są syzyfową pracą. Bo myślisz jak człowiek i już. Tego nie ominiesz. Ale człowiek taki już jest. Spotyka nieznane i chce to zagrabić, poznać, opisać, wtłoczyć w książki i mieć "odfajkowane". Trochę to tragiczne, to pokazanie, że próbują i próbują i nic im z tego nie wychodzi. Ale baaardzo prawdziwe.
- No tak, niektóre rzeczy trzeba przyjąć. Ok. To jeszcze o historii miłosnej powiedz.
- Jest. Hm, nawet nie wiem co napisać. Smutna, dobra? Szczerze powiedziawszy bardziej  mi się podobał wątek samej "myślącej" planety. I tworzenie przez nią tworów (gości), które odzwierciedlają nasze ukryte słabości, lęki i tak dalej. Straszne to, bałabym się polecieć na taką planetę. Ciekawe kim byłby mój "gość"...
- Ciekawe...



sobota, 25 czerwca 2016

"Gra Endera" Orson Scott Card

- Hej, o czym dziś pogadamy?
- O Grze Endera
- Ok, o czym to?
- O Enderze i jego grze.Świetna jest!
- No dobra, ale o czym ona jest?
- Hm, żeby nie zanudzić. Wyobraź sobie Harrego Pottera. Już?
- No pewnie
- To teraz zabierz mu prawie wszystkich przyjaciół, Hogwart i magię. Zamiast tego wyślij go w kosmos, dorzuć masę przeciwności losu, więcej samotności, silniejszą psychikę i sporo nauki.
- A Voldemort?
- Zamiast niego są robale. I tak jak Harry, Ender jest jedyną osobą, która może je pokonać. Porównanie do Harrego jest dość luźne, nie jest żadnym plagiatem ani nic w tym stylu. Po prostu też jest chłopak, który jest wyjątkowy i walczy ze złem.
- Brzmi banalnie
- Ale takie nie jest. Jest naprawdę sporo ciekawych pomysłów w tej książce. I nie jest sztampowa. Nie nudziło mnie czytanie, a wręcz bardzo wciągnęło. Tylko żal mi tego Endera było cały czas.
- Dlaczego?
- Bo ciężkie miał to dzieciństwo. W normalnym życiu załamałby się tysiące razy chyba. Choć pewnie na tym polega jego wielkość - miał niesamowicie wytrzymałą psychikę. Ale wydaje mi się, że jeszcze sporo rzeczy "siedzi" mu w głowie.
- Ale to o samym jego dzieciństwie jest, tak?
- Tak, są kolejne części, podejrzewam że opisują jego dalsze losy.
- Więc może dochodzi z psychiką do ładu?
- Zobaczymy, bo zamierzam sięgnąć po resztę.




czwartek, 16 czerwca 2016

"Rękopis znaleziony w Saragossie" Jan Potocki (wersja z 1810 roku)


- Cześć, co czytałaś ostatnio?
- Hej, a świetną książkę. Kobyła, bo ponad siedemset stron ale warto było!
- Tak? A o czym?
- Na pewno znasz, albo słyszałeś o filmie. Zresztą o książce pewnie też. "Rękopis znaleziony w Saragossie" Potockiego
- O! Film mi się podobał, jak książka?
- Wiadomo, lepsza niż film. Ale tutaj nie chodzi o to, że źle zrobili film, bo to nieprawda. Tylko o to, ze nie dałoby się całej książki sfilmować, no chyba żeby zrobić serial, bo tam jest opisanych 61 dni.
I serial też by nie dorastał książce do pięt bo nie da się w nim spastiszować różnych gatunków literackich, co w książce wychodzi świetnie. Bardzo często śmiałam się pod nosem.
- Ok, a o czym to?
- Hmm, ciężko opisać, bo pewnie bym Cię znudziła suchymi faktami. Ogólnie chodzi o 61 dni z życia Alfonsa (tak, wiem) van Wordena. Ciekawe jest, że książka jest napisana szkatułkowo.
- Czyli?
- Czyli na przykład, bohater spotyka naczelnika Cyganów i on opisuje mu swoją historię. W historii naczelnika pojawia się księżniczka i opisuje swoją historię. I tak dalej
- Taka Incepcja?
- Można tak powiedzieć :) Poza tym ciekawe czasy są opisywane. Okolice roku 1800 i masa faktów historycznych i geograficznych jest tam upakowana. Można się sporo dowiedzieć, choć pod koniec już mi się ta historia trochę pomieszała, ale wiesz że ja z historii jestem noga.
- Fakt
- No, i dlatego też lubię Potockiego, bo on troszkę tą historię i geografię mieszał. Tylko, że u niego raz, że nie było internetu żeby sprawdzić w parę minut te tematy a dwa, że to nie jest aż tak bardzo istotne dla fabuły.
     W ogóle to sam Potocki mnie onieśmielił, jak przeczytałam jego biografię na końcu książki. W moim wieku miał już sporo tytułów, napisanych powieści i innych dzieł, zwiedził kawał świata i...no jednym słowem człowiek renesansu z niego był. Bardzo ambitny facet.
- Słyszałem, że popełnił samobójstwo
- Tak. Szkoda, bo pewnie napisałby jeszcze wiele dobrych książek. Ale mam ciekawostkę, dotyczącą jego śmierci. Wiesz jak zginął?
- Zastrzelił się, tak?
- Tak, ale wiesz czym?
- No jak czym, pistoletem.
- Tak, ale zamiast kuli użył polerowanej przez tygodnie albo miesiące gałki.
- O kurczę, to troszkę dziwne
- Ponoć każdy wielki człowiek jest trochę dziwny. A apropos długiego przygotowania to wróćmy do książki. Bo nie wiem czy wiesz, ale istnieją 3 wersje "Rękopisu...". Chciałabym przeczytać jeszcze tą z 1804 roku, bo tam sporo z oryginału utonęło w tłumaczeniu
- To Potocki nie pisał po polsku?
- Nie, bo mimo że się urodził w Polsce, to nie mówił dobrze w naszym języku. Pisał po francusku. I właśnie pierwszą wersję Rękopisu, która jest krótsza - dopiero później Potocki wprowadził duuuże zmiany i dopisał dni, zlikwidował praktycznie wątek Żyda Wiecznego Tułacza, i tak dalej - tłumaczył Edmund Chojecki.
- I co, tak tłumaczeniem zniszczył tą pierwszą wersję?
- Nie zniszczył. Ta jego wersja jest już jakby kultowa. On troszkę popłynął w tłumaczeniu. To znaczy, hmm, jakby to powiedzieć. Potocki pisał po francusku. Francuski z epoki i polski z epoki się różniły, francuski był bardziej rozwinięty tak w skrócie. I dlatego wersja Chojeckiego, jeśli chodzi o jakieś konkretne nazewnictwo jest uboższa, albo raczej uproszczona. Ale znowu z drugiej strony Potocki ponoć pisał bardzo proste, zrozumiałe, takie czyste zdania. A Chojecki lubił język ozdobny. I tu popłynął, bo ubarwiał zdania. W efekcie stworzył prawie inną książkę, językowo oczywiście (choć i jest sporo błędów w jego tłumaczeniu). Ta jego wersja bardzo zapadła w naszą kulturę.
     A znowu ta wersja z 1810, którą czytałam, jest już bardzo zbliżona do oryginału. Są poprawione błędy, w przypisach jest masa dodatkowych informacji, a język jest dostosowany tak, żeby odpowiadał oryginałowi. Apropos tego języka to faktycznie jest tak jak chciał Potocki. Czytając łapiesz pewien rytm przez to, że często jako taka rama dla poszczególnych opowiadań stosowane są identyczne albo prawie identyczne sformułowania. Ma to swój klimat
- Ale to znaczy, że to są dwie różne książki!
- No w zasadzie tak. Dlatego chciałabym przeczytać tą z tłumaczeniem Chojeckiego
- To już wiem jaki Ci prezent kupię kiedyś! :)




środa, 8 czerwca 2016

Książka. "Pani Bovary" G. Flaubert

Jest na liście BBC. I znów (jak większość zresztą) słusznie. Wg mnie każda kobieta ma coś z pani Bovary. Tylko nie każda się przyznaje. I dobrze, bo gdyby każda kobieta postepowała jak ona, czyli ulegając wszystkim swoim przyziemnym pragnieniom, byłoby pewnie źle. A na pewno nudno.
Bo każda kobieta, która pomyślałaby o tym, jaki jej facet jest nudny i nieciekawy, brałaby kochanka/-ków. Brałaby też pożyczki w sekrecie przed mężem, żeby kupować i kupować, bo przecież musi mieć ładny dom, twarz i ubrania. Przed światem udawałaby wielką damę, mądrą, roztropną i wykwintną. I udawałaby przed samą sobą szczęśliwą. I w tym całym udawaniu, emfazie i pozach, traciłaby sens życia. A na koniec przyszłoby zdziwienie - jak to? To nie o to chodziło? Czemu nie czuję się spełniona?
Piekny portret psychologiczny kobiety. I to napisany przez mężczyznę.
Przypomina mi trochę "Targowisko Próżności" które teraz czytam.

Półki: bbc, o kobietach, próżność, dawne czasy, klasyka

sobota, 28 maja 2016

Książka. R. Adams "Wodnikowe wzgórze"

 "Wodnikowe wzgórze" jest na liście 100 książek, które poleca BBC. I słusznie! Jest fantastyczna. Długo zastanawiałam się jak ją opisać, by oddać jaka jest dobra. I pewnie i tak mi to nie wyjdzie.
Opowiada historię grupki królików, które chcą założyć nową królikarnię. Napotykają jednak na wiele przeciwności. I jeśli chodzi o zarys fabuły, to wszystko.
Jednak mimo prostej historii udało się stworzyć książkę niezwykłą. Przygody królików, baśnie o ich bóstwach (El Ahrerze i Frysie), cudowny króliczy język (sylflaj, hrer, elil itp. Do teraz mówię hrududu na pojazdy mechaniczne i Kihar na mewy ;) i oczywiście przekaz. Bo króliki mają cechy ludzkie i nie brak w książce mądrych przesłań czy znów zachowań głupich, które należy przemyśleć i wyciągnąć wnioski.
Książka jest magiczna. Mądra, zabawna i ciepła. Znajdzie się tu przyjaźń, miłość, odwagę, wytrwałość, pomoc, delikatność. Ale też gniew, złość, zawiść, okrutne traktowanie, wiezienie i śmierć. Bardzo szybko zaprzyjaźnicie się z Leszczynkiem, Czubakiem, Dołkiem i Piątkiem i zaczniecie im kibicować. Gwarantuję!
Przypomina mi Kubusia Puchatka, tylko bardziej poważnego, Muminki, O czym szumią wierzby, Doktora Dolittle a nawet trochę Władcę Pierścieni.
Poza tym można się z niej wiele dowiedzieć nt królików, ich zwyczajów i samej przyrody.

Półki: 100 bbc, ulubiona, chcę mieć, baśniowa, króliki, o ludziach na przykładzie zwierząt

wtorek, 17 maja 2016

Książka. "Wybór Zofii" William Styron

Ciężko mi uwierzyć, że ta książka dostaje bardzo często 10/10.
Mnie jakoś nie urzekła aż tak, a śmiem się nazywać dość ambitnym czytelnikiem.
Jest ciekawa, nie przeczę. Porusza. Losy Natana, Zofii i Stingo (no, może jego niekoniecznie) są burzliwe i zapadają w pamięci. Poza tym autor dawkuje najważniejsze informacje, tajemnice. To bardzo dobry chwyt, bo dzięki temu prawie do końca możemy się łudzić, że wybór Zofii dotyczył czegoś innego.
Jednak wiele cech mnie od tej książki odrzuca. Najważniejszą jest oczernianie Polski i Polaków. Dokładnie przeanalizował to pewien czytelnik z LC. Przykre, że wielu czytelników zagranicznych zapewne wyrobiło (lub utrwaliło) w sobie, dzięki tej pozycji, stereotypowy obraz brzydkiego, fałszywego Polaka antysemity, który nadużywa alkoholu.
Poza tym, idea łączenia opowieści o Żydach, obozach koncentracyjnych i innych, poważnych i tragicznych wydarzeniach z obsesją Stingo (Zofii i Natana też) dotycząca  seksu jest co najmniej dziwna. Ktoś w recenzji napisał, że zadziałało takie połączenie. Wg mnie nie zadziałało.
Źle się czuję po przeczytaniu tej książki. Ale nie żałuję, że to zrobiłam.
Zastanawiam się nad obozami koncentracyjnymi, nad psychicznym nękaniem, nad Zofią. Uderza mnie jak bardzo można pozbawić człowieka własnej wartości.
Nie lubię Zofii i jej wyborów. Ale też nie jestem w stanie postawić się w jej sytuacji. Na szczęście.

Półki: męczące, będę długo rozpamiętywać, nieprzyjemne,

środa, 11 maja 2016

Książka. "Posłaniec" Markus Zusak

Podobało mi się czytanie tej książki. Było przyjemne i lekkie, mimo że jest kilka momentów, po których zastanawiałam się nad swoim życiem.
Swobodny, choć troszkę zbyt refleksyjny język. Ciekawa, troszkę banalna historia. Taka rozczulająca, przywraca wiarę w człowieka.
Po jej przeczytaniu inaczej patrzy się na karty, szczególnie asy.
Dla mnie, ta książka jest mlodszą siostrą dzieł Schmitta i Alboma. Brakuje jej czegoś, nie jestem w stanie określić czego, by im dorównać.


Półki: lekkie pióro, polecam, refleksyjna, do poduszki

wtorek, 10 maja 2016

Książki jednego autora. Anthony Burgess

Jak na razie przeczytałam "Rok 1985", "Mechaniczną pomarańczę" i "Nakręcaną pomarańczę".

We wszystkich na uwagę zasługuje niesamowity talent do tworzenia nowego języka, a raczej przewidywania jak język będzie się zmieniał w miarę upływu czasu.
Tutaj wielkie brawa dla tlumacza, pana Stilera. Szczególnie w "pomarańczach..." pokazał, że ma ogromną wiedzę na temat językoznawstwa, którą wykorzystał w stworzeniu dwóch (są trzy, ale nie czytałam jeszcze "sprężynowej...") wersji tej samej książki. Każda z nich powstała na podstawie prognozy, że język polski ulegnie odpowiednio zrusyfikowaniu i zamerykanizowaniu. Gratka dla tych, którzy lubią czytać dla brzmienia słów/języka.

Jeśli chodzi o fabułę, to obie opowiadają o wolności.

Rok 1985 to pozycja obowiazkowa dla fanów Orwellowskiego "Roku 1984". Połowa książki to bardzo ciekawe wywiady i rozmyślania autora nt Orwella i jego dzieła oraz ogólnie o wizji przyszłości. Ta część pokazuje, jak inteligentnym i przewidującym człowiekiem był Burgess. Oraz to, że używa bardzo ładnego języka. To pełne opracowanie dzieła Orwella, z czepianiem się :)
 Druga część to wyobrażenie autora o roku 1985 w formie fabularnej. Jest to odpowiedź na "rok 1984" , pokazanie gdzie wg Burgessa popełnił błąd Orwell. Opis przyszłości pokazuje, co przewidział autor. Słusznie uważał (w roku 197x), że państwa będą gromadzić wszelkie dane o obywatelach, ingerując w poczucie wolności jednostki. Pisze też o Arabach, którzy zaczną zalewać Wielką Brytanię. I  o wielu innych mniej lub bardziej udanych przepowiedniach na przyszłość.

"...pomarańcze" są jednymi z moich ulubionych książek. Głównie ze względu na słowotwórstwo. Uwielbiam brzmienie tej przyszłości. I  chodzi tu o uproszczenie języka i głównie negatywne treści, które ze sobą niesie. Nie, tu chodzi o same słowa. Np. rybionek czy słynny horror szoł. Przyjemne dla ucha jak dla mnie.
Sama fabuła też zasługuje na uwagę. Ciekawa, nowatorska, mocna.
(przy okazji, film Kubricka też uwielbiam)

Półki: ulubione, język, przyszłość


piątek, 6 maja 2016

Książka. "Podróż na sto stóp" R. C. Morais

Zaskoczyła mnie. Ale niestety nie pozytywnie. Po okładce (filmowa) i opisach myślałam, że będzie to jedna z tych książek, gdzie na początku wszystko idzie jak po grudzie (hinduska kuchnia we Francji), żeby potem główna hetera psująca szyki się nawróciła i pomogła stworzyć romantyczny, wyciskający łzy happy end. Wyszło by typowo, hollywoodzko i w sam raz dla tych czytelników którzy gustują w "powieściach dla pani domu", jak ja je nazywam.

Do połowy tak było. I niezbyt mi się podobało już wtedy, bo bohaterowie byli za słabo zarysowani. Nie ciekawiło mnie co się z nimi stanie bo jedyne cechy charakterystyczne każdego z nich, były do bólu sztampowe, a wydarzenia przewidywalne.
Przy okazji, opisy potraw przyciezkie i niezbyt apetyczne jak dla mnie.

Po połowie książki dzieje się coś dziwnego. Są próby opisania historii restauracjii we Francji (strajk dot. podatku vat, kuchnia molekularna). Są też próby zarysowania nowych wątków, przyjaźni głównego bohatera i rozwoju wewnętrznego jego samego.
Ale to wszystko jakieś takie...płaskie i bez polotu. Przeczytałam tą książkę parę godzin temu, a już zapomniałam imienia głównego bohatera (pamiętam madame Mallory i tu był potencjał).
Mam wrażenie, że autor chciał połączyć hollywoodzką historię z czymś ambitniejszym. Wg mnie nie wyszło ani jedno, ani drugie.

Półki: szkoda czasu, może film jest lepszy (choć typowy na pewno)

Książka. "Pomarańcze w śniegu" Peter Kerr

Przyjemna, lekka, nawet zabawna momentami. Taka książka do kawy, na uspokojenie, na pomarzenie o podróżach. O tym, że zostawiamy za sobą szarą codzienność i jedziemy na Majorkę prowadzić sad pomarańczowy. Oczywiście są problemy, ale wiadomo, że na końcu wszystko się układa, miejscowi nas lubią, pomarańcze się udają i mamy nowy dom i nowe miejsce na ziemi.
Książka powstała jako początek serii o życiu na Majorce. Jednak mimo tego, że przyjemna, nie zainteresowała mnie na tyle, by chcieć sięgać po resztę.

Półki: przyjemna, zaraz o niej zapomnę, podróżnicza, kolorowa i smakowa (sporo miłych opisów krajobrazów i smaków)

wtorek, 3 maja 2016

Książka. "Salinger" D. Shields, S. Salermo

Biografia Jerome Davida Salingera, który dla mnie, do tej pory, był autorem fantastycznego "Buszującego w zbożu".
Po przeczytaniu wiem o nim dużo więcej. I mimo, że nie był idealny (szczególnie jako ojciec i mąż), to nadal uważam go za wielkiego człowieka.
Druga Wojna Światowa, Oona i Charlie Chaplin, Ernest Hemingway, Mark Chapman i John Lennon, wendanta. Te hasła już zawsze będę kojarzyć m. in. z Salingerem.

Ciekawa forma biografii - wypowiedzi ponad 200 osób z otoczenia pisarza, przerywane informacjami, opiniami i wyjaśnienia mi autorów. Wydaje się kompletną książka, autorzy bardzo sumiennie podeszli do tematu, przy czym nie wprowadzili monotonności. Pokazali Salingera z każdej strony, a czytający sam może wybrać jak ocenia jego postępowanie.

Dzięki tej biografii wiem, że muszę przeczytać "Dziewięć opowiadań" i inne teksty o rodzinach Caufieldów i Glassów.
I bardzo wyczekuję opublikowania utworów "z sejfu", wg książki mają się ulazać w latach 2015-2020.

Książka ląduje na półkach: mam; polecam; ciekawa biografia; wielki, dziwny człowiek

czwartek, 28 kwietnia 2016

Książka. Bieguni, Olga Tokarczuk

Lubię takie książki. To ten typ, którego fabuły nie streścisz, bo jej nie ma (zresztą ja nie przepadam za recenzjami opisującymi treść książki). Za to forma! Piękne, ciekawe zdania, składające się na poruszającą wyobraźnię całość. Po tej książce miałam ochotę wyruszyć w podróż, zastanowić się nad swoim życiem i zacząć pisać. To ostatnie od razu odrzuciłam, bo styl pani Tokarczuk (i wielu innych gwoli ścisłości) mnie onieśmiela.
Czyli polecam. Ciekawa, świetnie napisana, szybko się ją czyta bo jest podzielona na krótkie etapy. I ma obrazki! Klimatyczne. 
Na pewno kiedyś się zabiorę za inne książki Olgi Tokarczuk.

Ląduje w polecanych, chciałabym mieć u siebie, inspirujacych i lekkich ale mądrych.